fbpx

Recenzje

Byłam ślepa na działanie Boga

Była pewną siebie celebrytką z telewizji komercyjnej. Jako feministka gardziła wiarą i lekceważyła Boga. Cud sprawił, że jest twarzą popularnej katolickiej telewizji EWTN, jej audycje nadaje sieć ponad 200 radiostacji katolickich. Teraz krytykuje feminizm, antykoncepcję i aborcję. O swojej radykalnej przemianie Teresa Tomeo opowiada Łukaszowi Kudlickiemu.

Teresa wychowywała się w katolickiej rodzinie i ukończyła katolicką szkołę podstawową, ale jak sama przyznaje, na tym etapie zakończyła się jej edukacja religijna, a rozpoczął proces oddalania się od Kościoła i wiary. Byłam całkowicie pochłonięta swoimi zainteresowaniami. Moją postawę wobec wiary i Boga z tamtego czasu mogę określić słowami: „dziękuję bardzo, dam sobie radę sama” – przyznaje.

Jak to się stało, że trafiła Pani do radia, a później do telewizji?

Od dziecka pasjonowały mnie publiczne występy i chciałam zrobić wszystko, aby pracować w mediach. Pracowałam w gazecie szkolnej, wygrywałam konkursy oratorskie, stawiałam pierwsze kroki w szkolnej radiostacji. W czasie studiów o wierze przypominałam sobie w niedzielę, przy okazji wizyty u mamy i taty. Do kościoła chodziłam tylko wówczas, gdy miałam do Pana Boga jakiś interes, traktując świątynię jako rodzaj sklepiku, gdzie próbowałam targować się z Bogiem o piątkę z pracy semestralnej czy zdany egzamin. Droga myślenia tylko o sobie i swoich potrzebach doprowadziła mnie do sporego sukcesu zawodowego, ale o mało co nie straciłam męża, a może i własnej duszy.

Ale Bóg działał cały czas w Pani życiu…

W czasie studiów postanowiłam, że w moim życiu liczy się przede wszystkim moja kariera w mediach, więc chciałam jak najdłużej odwlekać zamążpójście. Przekonałam się wtedy, jak prawdziwe jest powiedzenie: „jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, to zacznij planować”. Dwa tygodnie po zakończeniu studiów poznałam bowiem Dominicka, bardzo przystojnego Amerykanina włoskiego pochodzenia, z którym pół roku po zakończeniu studiów zaręczyłam się, a dwa lata później wyszłam za niego za mąż. Kiedy człowiek jest młody, zakochany, a do tego dużo zarabia w pracy, która na dodatek daje satysfakcję, to wydaje mu się, że niczego w życiu nie brakuje. Dominick dobrze zarabiał i piął się po szczeblach kariery. Ja byłam rozpoznawalną dziennikarką radiową w Detroit. Wkrótce potem zajęłam poważne stanowisko reportera w niezależnej stacji telewizyjnej. Kupiliśmy dom. Ale w naszym życiu brakowało Boga, bo staliśmy się, mimo pochodzenia z katolickich rodzin, wierzącymi od święta, którzy odwiedzają kościół w Boże Narodzenie i Wielkanoc. Ale to było wówczas dla mnie nieważne. Znowu awansowałam, stałam się twarzą wieczornego programu
informacyjnego, nadawanego na żywo o 22.00. Moje relacje z mężem stawały się coraz słabsze i chłodniejsze. Po prostu nie widywaliśmy się w tygodniu pracy. Weekendy, które miały być czasem tylko dla nas, stały się areną kłótni i wzajemnych pretensji. Byłam wtedy pod wpływem feminizmu, który głosi, że nowoczesna kobieta, jeśli tylko chce, może mieć wszystko: świetną karierę zawodowa, ale też i wymarzonego męża, dom, dzieci. Moje doświadczenie pokazuje, że to oszustwo. W pracy kobiety, które chciały mieć czas na życie rodzinne, były uznawane jako „awaryjne”, szefowe nimi pogardzały i powierzały im gorsze, mniej ważne
tematy.
Jak zaczęła się przemiana w Pani życiu i karierze?

Najpierw to stało się dzięki ludziom, których spotkałam. Mąż mojej szefowej, który był „nowo narodzonym” chrześcijaninem, zaprosił Dominicka na kurs biblijny. Mój mąż jest bardzo nieufny i długo podejmuje decyzję, ale wtedy od razu się zgodził.
Potem zapisał się na zajęcia teologiczne w seminarium duchownym w Detroit. Był tak przejęty odkrywaniem Boga i Kościoła, że często cytował mi Pismo Święte Katechizm Kościoła Katolickiego. Mnie raziła i denerwowała jego gorliwość oraz zasady, które przyjął i głosił. Zadawało mi się w tedy, że antykoncepcja jest mi niezbędna do rozwoju kariery. Hasła Kościoła w sprawie aborcji tez mnie drażniły. Nie byłam za aborcją, ale głosiłam ideę „wolnego wyboru”. Gdy spory moralne i religijne dzieliły nas coraz bardziej, zdarzyło się coś, co przewróciło moje życie do góry nogami. Z dnia na dzień straciłam pracę. Odzyskałam czas dla siebie. Zdecydowałam się na terapie małżeńską, ale wtedy jeszcze nie byłam gotowa na powrót do Kościoła. Byłam wściekła na Boga.

Jak odnalazła Pani wiarę?

Dzięki Bogu! Po pół roku bezrobocia, zrozpaczona, popatrzyłam na krucyfiks w naszej sypialni i poprosiłam Boga, aby wszedł w moje życie. Niedługo potem zadzwonili do mnie z jednej z największych sieci telewizyjnych w Ameryce. Podjęłam tę prace po wspólnej modlitwie i rozmowie z mężem. Powiedzieliśmy sobie, że zależy nam obojgu na naprawie naszego życia i małżeństwa. Moje pozytywne nastawienie do Boga i wiary zostało zauważone w pracy. Powierzano mi tematy związane z religią, np. wizytę Jana Pawła II w 1995 r. Coraz bardziej zaczęła mnie męczyć rzeczywistość mediów: stawianie na kasowe tematy: seks, przemoc, sensację. Zdałam sobie sprawę, że sztuka dziennikarska jest wykorzystywana przeciw człowiekowi. Dowiadywałam się coraz więcej na temat zakłamania ideologii feminizmu, która stwarza iluzję wolności, w rzeczywistości sprowadzając kobiety do roli niewolnic, przedmiotów seksualnych, które traktują swoje ciało jako mechanizm służący i podporządkowany karierze, a nie jako dar Boży i świątynię Ducha Świętego. Skutkami ubocznymi feminizmu jest erotyzacja mediów i wzrost przemocy wobec kobiet. Antykoncepcja, która rzekomo ma wyzwalać kobiety, sprowadza na nie nieszczęście. Dlaczego bowiem, mimo promocji antykoncepcji, tak drastycznie
rośnie skala zjawiska aborcji. To od czasów tzw. rewolucji seksualnej w latach 60. i dopuszczenia do zabijania dzieci w Stanach w 1973 r., rokrocznie zabija się w naszym kraju milion dzieci. Przemysł aborcyjny zbiera szczególnie krwawe żniwo w populacji
latynoskiej i czarnoskórych mieszkańców USA. Gdy w 2000 roku porzuciłam karierę w mediach świeckich i założyłam własną firmę, zajęłam się popularyzacją prawdziwej wiedzy o regułach działania mediów, sytuacji kobiet, tragicznych skutków antykoncepcji i aborcji. Chcę odpracować stracony czas.

Proszę o odpowiedź na podstawowe pytanie: dlaczego kobiety dają się tak
masowo nabierać na to oszustwo, jakim jest radykalny feminizm?

Kłamstwo powtarzane w mediach, wysłuchiwane wielokrotnie z wielu kierunków, jest przyjmowane jako prawda. Poza tym, młode dziewczyny i kobiety chcą wierzyć w to, że są tak wspaniałe, że z pewnością dadzą rade połączyć karierę zawodową z udanym życiem rodzinnym. Przecież są karmione takimi, niestety zakłamanymi obrazkami. Co więcej, traktują taki scenariusz jako jedną możliwą opcję, którą muszą przyjąć.

Jednak media nie pozwoliły Pani o sobie zapomnieć!

Prowadzę popularny program w największej katolickiej telewizji EWTN (Eternal World Television Network), a moja audycja „Catolic Connections” w radiu Ave Maria jest transmitowana przez sieć ponad 200 stacji radiowych w całych Stanach. Miałam zaszczyt uczestniczyć w kongresie kobiet, który odbył się w 2008 roku w Watykanie. Napisałam kilka książek, w których przedstawiłam zakręty swojego życia i zmiany, jakie spowodował w nim Bóg. Jedna z nich, „Extreme Makeover” („Radykalna przemiana”), w Polsce wydana pod tytułem „Twój nowy styl”, sprowadziła mnie do waszego kraju.

W Polsce po upadku komunizmu propagowany jest pogląd, że czym prędzej musimy stać się tacy, jak ludzie na Zachodzie. Promuje się liberalizm obyczajowy, feminizm, a media pełne są obrazów przemocy i seksu.

Nie powtarzajcie naszych błędów! Na pierwszym miejscy trzeba stawiać Boga i rodzinę, a nie karierę czy seks. Nie sprowadzajcie na siebie nieszczęścia. Wróćcie do swoich korzeni. Macie wspaniałe świadectwo błogosławionego Jana Pawła II. Jego
nauk się trzymajcie!

Dziękuję za rozmowę.

Tygodnik Źródło, artykuł z nr 2/2013.

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail