fbpx

Recenzje

Autor: Marta Brzezińska-Waleszczyk
Szymon Nowak

W Polsce dużą grupę stanowią tacy „nie-Polacy”, których drażni wszystko co polskie (…). To postkomuniści, potomkowie komunistów, takie „resortowe dzieci”, dla których „polskość to nienormalność”.

Portal Fronda.pl: W ostatnim czasie pojawia się wiele publikacji na temat Powstania Warszawskiego. Coraz częściej są to jednak pozycje, których autorzy podejmują ostrą krytykę decyzji o wybuchu sierpniowego zrywu. Ogromną dyskusję wywołały książki Piotra Zychowicza „Obłęd’44” czy Rafała Ziemkiewicza „Jakie piękne samobójstwo”. Czy Pańska najnowsza publikacja jest odpowiedzią na te tytuły, w ramach której chciał Pan pokazać, że decyzja o wybuchu Powstania wcale nie była taka zła?

Szymon Nowak: Muszę przyznać, że nie czytałem jeszcze tych książek. Było to celowe działanie – od kilku lat mając pomysł na swoją książkę o alternatywach Powstania Warszawskiego, nie chciałem by ta praca była jakąś próbą „przepychanek” z innymi autorami. Myślę, że tak jest lepiej, powstał mój projekt, który albo się sam obroni, ale nie. A teraz już na spokojnie na pewno przeczytam „Obłęd’44”, a być może sięgnę także po pracę Rafała Ziemkiewicza.

Uważam, że założenie, że skoro przegraliśmy, to w ogóle nie powinniśmy walczyć, jest u samych podstaw złe. Takim myśleniem wykluczylibyśmy z naszej świadomości narodowej bohaterskie czyny niezwykłych naszych rodaków. Pamiętajmy, że i Tadeusz Kościuszko, i Henryk Dąbrowski i książę Poniatowski, wszyscy oni ostatecznie przegrali swoje powstania i wojny. A przecież nikt nie neguje ich bohaterstwa i patriotyzmu. Skoro dziś wiemy, że w miesiąc przegraliśmy wojnę w 1939 roku, to czy Polacy wówczas nie powinni bronić się przed agresją Hitlera i Stalina? Powstanie Warszawskie to jedna z bitew tej wojny, nie wywołanej przecież przez nas. Kontynuacja obrony ciągłości państwa polskiego zapoczątkowanej 1 września. Polska armia podziemna (ochotnicza!) powstała w celu walki z okupantem. Na początku w formie walki podziemnej, konspiracyjnej, a potem jawnej, w zbrojnym powstańczym wystąpieniu.

Moim zdaniem wybuch Powstania był najrozsądniejszym wyjściem. W Warszawie walczono z Niemcami, ale przecież była to też dramatyczna i ostatnia chyba w takiej skali, próba ratowania naszej suwerenności przed nowym czerwonym okupantem nadciągającym ze wschodu. Dziś łatwiej nam oceniać tamte decyzje, gdyż wiemy jak to wszystko się potoczyło. Ale wtedy polska karta była jeszcze otwarta: Polacy nie wiedzieli o konkretnych teherańskich ustaleniach dotyczących Polski, do Moskwy na rozmowy ze Stalinem udawał się premier Mikołajczyk, ze wchodu płynęły nawoływania do powstania, polscy żołnierze walczyli w PSZ na zachodzie, AK występowała w „Burzy”, ale i w armii Berlinga byli przecież Polacy, a sowieckie czołgi podjeżdżały do warszawskiej Pragi. Niemcy przegrywali na wszystkich frontach, a Polacy byli w wielkiej koalicji państw zwyciężających.

Portal Fronda.pl: Dyskurs publiczny na temat Powstania jest niezwykle burzliwy – jedni gloryfikują Powstańców i ich zryw, przekonując, że decyzja dowództwa była słuszna, inni szanują Powstańców, ale z punktu widzenia militarnego decyzję o wybuchu Powstania uważają za fatalną, jeszcze inni – krytykują i Powstańców i decyzję dowództwa. Gdzie w tym dyskursie sytuuje się Pańska opinia? Dlaczego w Polsce nie potrafimy spokojnie dyskutować na temat sierpniowego zrywu?

Decyzja o wybuchu walk w Warszawie podjęta została na podstawie wytycznych Naczelnego Wodza, który na początku lipca nakazywał AK podjęcie próby opanowania Wilna, Lwowa, lub innego większego centrum… (w domyśle także Warszawy). 25 lipca polski rząd z Londynu przekazał do kraju treść uchwały, która obligowała władze krajowe „do powzięcia wszystkich decyzji wymaganych tempem ofensywy sowieckiej”. Półtora miesiąca wcześniej Alianci lądowali w północnej Francji, a w ich szeregach znajdowały się również polskie jednostki. Warszawa słyszała huk dział ze wschodu, wiedziała o nieudanym zamachu na Hitlera, na własne oczy widziała niekończące się kolumny nędznego pobitego niemieckiego wojska, a komunistyczne radio nawoływało do walki.

Moim zdaniem decyzja o rozegraniu wielkiej bitwy o Warszawę i wywołaniu powstania była ze wszech miar słuszna. To ostatni moment, by w walce z Niemcami, spróbować również coś zmienić w niekorzystnej dla Polaków ówczesnej światowej koniunkturze politycznej, w której to Stalin miał decydujące zdanie co do przyszłości naszego kraju.

Naturalnie można dyskutować, czy nie lepiej byłoby rozpocząć walkę kilka dni wcześniej (np. 21-23 lipca), albo w godzinach nocnych lub wczesnym rankiem. Ale to też nie gwarantowało przecież ostatecznego zwycięstwa, czy nawet lepszych zdobyczy powstańców w godzinie W.

Dlaczego nie potrafimy spokojnie dyskutować o Powstaniu Warszawskim? Pewnie dlatego, że w Polsce dużą grupę stanowią tacy „nie-Polacy”, których drażni wszystko co polskie, wolą wykpić niż poważnie porozmawiać. To postkomuniści, potomkowie komunistów, takie „resortowe dzieci”, dla których „polskość to nienormalność”. W Smoleńsku „odstrzela” się nam elitę kraju i co? Nie dzieje się nic. Dowody zbrodni są poza zasięgiem III RP, a nawet UE i NATO. „Brata naszego Wojciecha…” (sic!) Jaruzelskiego chowa się uroczyście i z honorami, godnymi największych naszych bohaterów. A przecież on nie służył Polsce, a tylko i wyłącznie ZSRR.

Cały wywiad dostępny jest na: FRONDA.PL

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail