fbpx

Recenzje

W Nowinach Gliwickich ukazał się wywiad ze Sławomirem Zatwardnickim autorem „Katolickiego pomocnika towarzyskiego”.
Rozmowę przeprowadziła Małgorzata Lichecka.


Jak Boga kocham

– Właśnie wczoraj skończyłam lekturę „Pomocnika”, który w podtytule ma pojedynek z ateistą. A dlaczego nie pojednanie? Może warto pozwolić na wielość poglądów, w tym także ateistycznych?

Jak rozumiem, nawiązuje Pani do tytułu książki oraz grafiki okładkowej przedstawiającej dwie skrzyżowane ze sobą szpady, ewentualnie do publicystycznej ikry, z jaką napisana jest ta książka. Oczywiście to pewna forma, a inteligentny czytelnik dostrzeże, że chodzi o pewnego rodzaju starcie na argumenty (a nie o walkę!) z osobami prezentującymi odmienne poglądy. Do wojny, mam nadzieję, nie tylko wierzącym, ale i ateistom jest daleko; z kolei obu stronom chodzi przecież o prawdę, która nie może być taka dla jednych, a siaka dla drugich. Jeśli wyzywam na pojedynek, to „ateistów beztroskich”, którzy karmią się stereotypami. Na to nie wolno pozwolić sobie i innym.

– Pana książka jest dla niedowiarków, niewierzących, ateistów, gnostyków? Czy może dla wierzących chcących utwierdzić się w wierze?

Jak wskazuje tytuł, chodzi o pewnego rodzaju pomocnik czy pomysłodajnik, z którego mogą korzystać wierzący, którym prędzej czy później (raczej prędzej) przychodzi mierzyć się z pytaniami czy nawet zarzutami kierowanymi względem wyznawanej przez nich wiary. „Katolicki pomocnik towarzyski” to pewnego rodzaju sufler kieszonkowy (no może raczej plecakowy, jeśli wziąć pod uwagę 350 stronicową objętość książki), podpowiadacz wskazujący możliwy kierunek obrony czy natarcia oraz pięty Achillesowe adwersarzy. Oczywiście oczekuję, że również niedowiarkowie czy niewierzący sięgną po książkę, tym bardziej że nie zawsze mogą oni liczyć na przemyślane uzasadnienie wiary ze strony chrześcijan!

-Nie jest to, niestety, książka dla każdego. Raczej dla koneserów i to nieźle obeznanych z filozofami, myślicielami i doktrynami.

Autor trzyma pewien poziom, i rzeczywiście trudno byłoby postawić książkę w kiosku obok powiedzmy harlequinów. Myślę jednak, że warto sięgać po lektury ambitniejsze, dzięki którym można zobaczyć to, czego samemu się nie dostrzegało. Z drugiej strony nie uważam, żeby to była książka dla koneserów. Słusznie zwraca Pani uwagę na filozoficzno-teologiczne tło książki, ale wydaje mi się, że daleko autorowi do niestrawnej dla czytelnika „naukowej chińszczyzny”, owszem książkę czyta się z przyjemnością. To książka o sprawach poważnych, ale w wersji „light” i pisana z poczuciem humoru.

– A dlaczego pan ją pisał? Atakowano pana za katolicyzm? Wyśmiewano? Myślę, że wiara jest czymś osobistym i nie powinna stanowić problemu społecznego. A w Polsce, niestety, tak jest. Kościół, czy pan tego chce czy nie, stał się instytucją polityczną.

Ile zdań, tyle stereotypów. A jak wiadomo, tłumaczenie, że nie jest się wielbłądem, wymaga nieproporcjonalnie więcej wysiłku niż zarzucenie komuś, że jest dwugarbny. Powiem więc tylko tyle, a resztę można znaleźć w mojej książce: ani Kościół nie jest instytucją polityczną (choć zabiera głos w sprawach publicznych – dlaczego nie?), ani z tego, że wiara jest czymś osobistym, nie wynika, że ma zostać zamknięta w katakumbach prywatnej pobożności, ani wiara nie jest problemem społecznym (już prędzej niewiara, której konsekwencji możemy spodziewać się w być może niedalekiej już przyszłości).

– Po co panu wiara i Kościół? Jakie wartości pan z nich czerpie?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na niewłaściwie postawione pytanie, w którym kryje się utylitarne podejście do wiary i Kościoła. A co, jeśli Bóg nie jest „po coś” – wyrzucimy Go na śmietnik historii? A może w relacji Bóg-człowiek chodzi „jedynie” o miłosną przygodę, która w pełni zaspokaja ludzkie serce? Proszę Pani, Bóg się objawia, także i mi. Czy można o tym milczeć? Ale skoro Pani pyta, odpowiem: Bóg daje mi to, o czym największym filozofom (nawet ateistycznym, choć czy tacy są?) się nie śniło. Już teraz, choć w pełni dopiero w przyszłości. Na pytanie, co takiego przynosi Chrystus – jest jedna odpowiedź: Boga. Czy to mało? A Kościół daje do Niego dostęp – tylko i aż tyle.

– Gdyby miał pan zareklamować „Katolicki pomocnik towarzyski, czyli jak pojedynkować się z ateistą”, jak by pan to zrobił?

Zaakcentowałbym wyjątkowość tej pozycji, która obejmuje aż 50 zagadnień pogrupowanych w kategorie: Bóg, Kościół, religia. Dzięki temu czytelnik może mieć uzasadnioną nadzieję, że znajdzie odpowiedź na nurtujące go pytanie czy wątpliwości. Z kolei wymagający czytelnik zostanie odesłany do lektur pozwalających na pogłębienie (23 strony bibliografii).

– Sławomir Zatwardnicki od kuchni…

Jestem redaktorem, publicystą i autorem kilku książek. Przez wiele lat mieszkałem w Gliwicach, potem przeniosłem się do brzydszego Zabrza. Pasjonuję się książkami, Bogiem i żoną, z którą razem wychowujemy trójkę (na razie?) dzieci.

Wywiad ukazał się w „Nowinach Gliwickich”
nr 39(2842) z 26 września 2012 r.

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail