fbpx

Recenzje

Autor: Wojciech Lada

Za margines i jeszcze dalej

Ostre imprezy w agencjach towarzyskich, rzeki alkoholu lejące się na posterunkach, bicie i zastraszanie aresztowanych… Obraz odmalowany w „Psach” czy „Pitbullu” to nie erupcja ponurej wyobraźni reżyserów, ale całkiem realistycznie przedstawiony świat polskiej policji ostatniego ćwierćwiecza.

Aleksander Majewski: „Czuł się pan jak Waldemar Morawiec ps. „Młody”, którego w „Psach” grał Cezary Pazura?”.
Dariusz Loranty: „Przypatrywałem się dokładnie temu samemu, co „Młody”.

To był zupełny przypadek. Loranty miał już za sobą pracę w Kutnowskiej Fabryce Maszyn Rolniczych, firmę robiącą płyty chodnikowe i krawężniki, przewoził węgiel, próbował też handlować w Niemczech kiełbasą… Ale wszystko to albo się sypało, albo po prostu nie szło, a tu jakiś rozwód się szykuje, no i generalnie za coś trzeba przecież żyć. Raz już się zgłosił do pracy w policji, lecz go odrzucono. Spróbował ponownie, tym razem skutecznie, i został policjantem na samym początku lat 90., kiedy granica między milicją a policją była bardzo płynna – tak pod względem administracyjnym, jak i personalnym.

Na posterunkach byli ubecy mieszali się z byłymi zomowcami, co w zderzeniu z trzecią grupą – po prostu milicjantami – tworzyło wiecznie skonfliktowany mikrokosmos, a wzajemne niechęci łagodziły tylko dwie rzeczy: alkohol i poczucie stania po tej samej stronie barykady przeciwko intensywnie organizującej się wówczas przestępczości. To brutalny świat. I bardzo zdeprawowany, choć przecież jednak na straży prawa. Cóż, nie da się wejść do szamba i dalej pachnieć fiołkami…

„Wziąłem tego chłopaka na męki nad Wisłę. Można powiedzieć, że na wzór kolegów z ubecji. Tam mu strzeliłem między nogi z pistoletu i zrobiło się mokro…” – wspomina Loranty. I uzupełnia: „To nie wszystko. Kazałem mu też kopać dołek. To był szczyt mojej perfidii”. W innym miejscu: „Później miałem okazję wydrzeć się na takiego czy przyłożyć. Raz, gdy jednego zaj… w korytarzu, to się wywinął z piętra. Tak jest w sekcji przeciwko życiu i zdrowiu (…)”.

Wywiad rzeka, który z Lorantym przeprowadził Aleksander Majewski, to historie o zapachu wódki i trupów, których bohaterowie, ze sprawy na sprawę, coraz bardziej tracą kontakt z rzeczywistością i zdolność budowania zwykłych międzyludzkich relacji. Walczą z półświatkiem, ale żeby to robić, na swój sposób muszą stać się jego częścią – a to wypycha ich mentalnie gdzieś na margines społeczeństwa, czasem jeszcze dalej.

Oczywiście nic w tym odkrywczego, większość książek i filmów policyjnych pełna jest psychicznych kalek, którym rozpada się kolejne małżeństwo, a zazwyczaj są zbyt pijani, by zrozumieć dlaczego. Ale „Spowiedź psa” ma nawet na ich tle spore atuty. Raz, że jest od początku do końca boleśnie wręcz prawdziwa. Dwa – nadkomisarz Dariusz Loranty jest gawędziarzem co najmniej tak dobrym, jakim do niedawna był negocjatorem. Wulgarne to wszystko i brutalne, ale w taki sposób, że ma się ochotę postawić mu setkę i słuchać dalej.

Źródło: Tygodnik „Sieci”

Spowiedź psa
Twitter Facebook Pinterest Email

Już od: 1400 Cena detal.: 34,00

Kup teraz »

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail