fbpx

Recenzje

Autor recenzji: Krzysztof Masłoń

DEMONY ZŁA

Stanisław Srokowski to pisarz jednego wielkiego tematu. Męczeństwa Polaków mordowanych przez Ukraińców na Kresach w latach 40.

Urodzony w 1936 r. w Hnilczach, w województwie tarnopolskim, autor przeżył tę hekatombę (na samym Wołyniu Ukraińcy wymordowali 60 tys. Polaków, a na całych Kresach w sumie około 200 tys.), w przeciwieństwie do niemałej części swojej rodziny: zabitego siekierami dziadka, poćwiartowanej ciotki, spalonego żywcem kuzyna. Jego dzieciństwo – pisze po latach – „również zostało zamordowane. (…) plątałem się między nogami dorosłych i nasłuchiwałem, coraz bardziej przerażony, słysząc opowieści o tym, jak banderowcy żywcem wrzucają ludzi do studni, jak dzieci spalają w piecach, jak przywiązują mężczyzn do drzew i ćwiczą celne uderzenia siekierą, odcinając głowy, piłami tnąc ciało, odrąbując ręce i nogi. Moja wyobraźnia napełniała się demonami zła, moje uczucia były poranione, a ja pogrążałem się w smutku i strachu. Powoli zamieniałem się z pogodnego radosnego dziecka w wystraszone zwierzę”.

I to niemal dosłownie. W opowiadaniu „Rozszarpany poeta” (jednym z 12 składających się na tom „Strach”) matka bohatera (narratora, autora – wszystko jedno) tłumaczy przybyłej ciotce, dlaczego dziecko kryje się przed nią w budzie: „Od kiedy Niemcy wybili Żydów i nie ma już jego kolegi, Motia, i od kiedy pop w cerkwi na kazaniu krzyczał, że trzeba oddzielić pszenicę od kąkolu i że kąkol to Polacy, a pszenica Ukraińcy, to jego drugi kolega, Ukrainiec Sławko, nie chce się już z nim bawić: »Bo wy Lachy«, mówi. I dlatego Stasio samotnie błąka się po kątach. Tylko ze zwierzętami się bawi. Tylko do zwierząt przystaje. Najpierw z kozą spał, a teraz z psem się bawi – mówiła szybko, jakby się usprawiedliwiała. A ja siedziałem z wystraszonymi oczami, w budzie, i nie wiedziałem, czy mam wyjść, czy jeszcze głębiej się schować. Pies lizał mi szyję i było ciepło. Ale matka krzyknęła: – Wyłaź stamtąd! Nie jesteś psem.

Wcale nie byłem pewien, czy nie jestem psem, bo coraz bardziej się do psa upodobniałem”.
Do kogo upodabniali się banderowcy, którym dziś aktywiści ukraińskiej partii Swoboda oddają cześć, a zbrodniarzom stawiają pomniki? Nie ma zwierzęcia, które by zadawało śmierć w sposób tak wyrafinowany, po to tylko, by potęgować cierpienie ofiary. Obdzieranej ze skóry, krzyżowanej, męczonej na sposoby, które normalnemu człowiekowi nigdy nie przyszłyby do głowy. Stanisław Srokowski wyraźnie akcentuje, że mordercy z UPA nie zabijali wyłącznie Polaków. Z ich rąk ginęli także Ormianie, Czesi, Rosjanie, kryjący się po lasach Żydzi, „mordowali też swoich, którzy ich nie słuchali. Albo pomagali polskim sąsiadom”. Właśnie o takiej sytuacji powstałej w rodzinnej wsi autora traktuje opowiadanie pt. „Chłopcy, nie róbcie nam wstydu”. Jedno z najbardziej przerażających, bo wynika z niego, że ci Ukraińcy, którzy protestowali przeciw masowym mordom i odmawiali przyłożenia ręki do zbrodni nazywanych dzisiaj uczenie „czystkami etnicznymi”, cenę za to płacili jeszcze wiele lat po wojnie. Chociaż rządy były komunistyczne, w komunizmie bowiem morderstwa się zdarzały, tyle że nie rozpisywano się o nich. A sprawcy, cóż, pozostawali nieznani.

„Strach”, podobnie jak inne książki Stanisława Srokowskiego (choćby „Nienawiść”), to lektura wyjątkowa. W gruncie rzeczy po przeczytaniu dwóch, trzech opowiadań ma się tej książki absolutnie dosyć. A jednak trudno nie przyznać racji jednej z bohaterek „Strachu”, która relacjonując przebieg kolejnej ukraińskiej zbrodni, mówi: „Tylko tak możemy ocalić świat od zagłady. Tylko tak… poprzez… opowiadanie”. W opowiadaniach zamykających tom Stanisław Srokowski usiłuje zmierzyć się z dziedzictwem lat 1943 i 1944. W „Wyznaniu rezusa” opowiada o spotkaniu w swojej rodzinnej wsi ze starcem, który nieoczekiwanie przyznaje się do zamordowania, w wyjątkowo okrutny sposób, ciotki autora. Uczynił to, jak powiada, na rozkaz „Bandery, UPA, chłopców z lasu”, ale że nie może zapomnieć odciętej głowy swojej ofiary, wpadł więc na pomysł, by wyznać grzech jej krewnemu, a ten wtedy wybaczy mu morderstwo i – kto wie? – może rękę poda.

„Nie wiedziałem, czy dobrze robię czy źle, mądrze czy niemądrze – czytamy.
– Nie miało to już żadnego znaczenia. Nie podałem mu ręki. I to nie ja nie podałem mu ręki. I nie ja się od niego oddalałem.

Oddalało się od niego coś znacznie głębszego i ważniejszego niż ja, pyłek w obliczu wszechświata. Oddalało się od niego coś ogromnego i potężnego, coś, co płakało i wyło we mnie, co szlochało i łkało z zaświatów. Wielki ból, jęk i cierpienie odwracało się od niego i szło przed siebie. I żal, straszny, porażający żal”.

W kontekście tego, co dzieje się dziś na kijowskim Majdanie, nowa książka Srokowskiego jest ostrzeżeniem dla tych, którym pamięć tak bardzo zawodzi. A o politykach, którzy „ze względu na dobrosąsiedzkie stosunki” wyrzuciliby z podręczników historii najmniejszą nawet wzmiankę o rzezi na Kresach, dawna mieszkanka Wołynia stwierdza dobitnie, co zostało zacytowane w opowiadaniu „Chłopcy, nie róbcie nam wstydu”: „Nasza władza jest skurwiona i sprzedajna”. Za to – dodam od siebie – skłonna do przepraszania za wszystko, przede wszystkim za to, że żyjemy.

Źródło:  Tygodnik „Do Rzeczy”, 17 lutego 2014, s. 48

Strach
Twitter Facebook Pinterest Email

Już od: 1900 Cena detal.: 34,00

Kup teraz »

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail