fbpx

Recenzje

Autor recenzji: Wojciech Lada

Co by się stało, gdyby połączyć konwencję Edmunda Niziurskiego z dokumentem ostatniej dekady PRL? Na szczęście nie trzeba już się nad tym zastanawiać. Książka Apolinarego Bacy zwanego Baciakiem to zderzenie fantazji 13-latka z rzeczywistością schyłkowej komuny.

„Czołgi przejechały, pozostawiając w miasteczku i najbliższej okolicy kilka wraków. Tyle że nie rozbitych przez wroga, ale popsutych. Kręcili się przy nich żołnierze przeklinający Jaruzelskiego i pozostałych »kutasów« za to, że musieli takimi złomami »zapierdzielać przez Polskę«, a jechali z daleka, aż spod Elbląga. Stan wojenny przedłużał im służbę w wojsku o kolejne miesiące. Ich nastawienie do władzy było takie, że Baciak w pierwszych chwilach sądził, iż to jakaś zbuntowana jednostka, co to chce się rozprawić z komunistami”.

Ot, i taka to książka. Jej największą siłą jest to, że autor pozwolił tu płynąć wspomnieniom, dokładnie takim, jak je zapamiętał umysł dzieciaka – nieco magicznym, bardzo łobuzerskim – bez filtra dojrzałej już dziś świadomości. Stan wojenny, aresztowania i cały ten klimat dogorywającej w ostrych konwulsjach komuny nie mają w sobie ponurej grozy i kombatanckiego patosu, z jakimi opisują ją ówcześni dorośli. Są rodzajem gry, kozackiego wyzwania, które dzieciaki podejmują z właściwą sobie naiwnością, ale i energią. Rozrzucają więc ulotki, malują na ścianach antykomunistyczne hasła, kolportują bibułę… Przede wszystkim jednak robią coś, na co nie było stać ich rodziców – potrafią lekceważyć system, nabijać się do rozpuku, co ostatecznie zabijało jego totalitarną powagę.

Anna Jachnina, autorka „zakazanej” piosenki „Siekiera, motyka…”, wspominała: „Śmiech w czasie wojny odegrał ogromną rolę. To była broń, skuteczna broń polityczna. Niemcy byli stale w napięciu, dowcip podważał ich pewność siebie, poczucie wyższości”. I tę właśnie broń wykorzystywały dzieciaki z Federacji Młodzieży Walczącej. Byli prawdopodobnie – nie mogę wiedzieć tego na pewno – pierwszym pokoleniem, które nawet bez 1989 r. nie potrafiłoby już żyć jak ich rodzice.

Ale książka Bacy ma również inną zaletę. W czasach rozliczeń i przemalowywania przeszłości na czarne i białe, pokazuje, że była ona jednak wielobarwna. Milicjanci bywają tu w porządku, dyrektorzy szkół przymykają oczy na nielegalne wybryki, nawet jeśli są partyjni, a misterną konspiracyjną robotę – jak np. rozrzucenie porwanej „Trybuny Ludu” – potrafią zniweczyć nie służby, lecz poczciwa szkolna sprzątaczka.

Zabawne to wszystko i groteskowe, ale ducha czasu ukazuje bezbłędnie.

Źródło: Tygodnik W SIECI

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail