fbpx

Recenzje

Kto jeździ często pociągami, wysiaduje w kolejkach do lekarza czy uczestniczy w weselach, ten wie, że jednym z częstych tematów rozmów w katolickiej (podobno) Polsce jest religia. Niestety, nie w tym duchu, by rozmówcy analizowali tematy religijne, szukając jakichś prawd egzystencjalnych; nie, najczęściej rozmowa zaczyna się od jakiegoś ataku na katolicyzm czy Kościół. Z jednej strony dla katolika jest pocieszające, że istnieje jakieś zainteresowanie – nawet „negatywne” – tematyką religijną, jako że znacznie chyba gorsza jest obojętność, której religia ani nie ziębi, ani nie grzeje, ale z drugiej strony nie jest dlań miłe,
gdy atakuje się i poniża – nieraz bezpardonowo – to, co on widzi i przeżywa jako pozytywne i osobiście dla niego ważne. A tym bardziej źle się czuje, gdy nie potrafi odpowiedzieć na podnoszone zarzuty, a właśnie najczęściej tak się rzeczy mają, jako że poziom wiedzy religijnej nie jest u nas najwyższy (zresztą u przeciwników naszej wiary też). Z myślą o takich właśnie sytuacjach napisał swą książkę Sławomir Zatwardnicki.

O jej treści informuje najlepiej – co nie znaczy, że wyczerpująco, o czym za chwilę – podtytuł: Jak pojedynkować się z ateistą. Rozmowa-pojedynek to oczywiście walka na argumenty, toteż one stanowią główny materiał książki. Każdy rozdział dotyczy jakiegoś konkretnego zarzutu – przeciw Bogu, Jezusowi, Pismu Świętemu, Kościołowi katolickiemu, chrześcijaństwu czy religii w ogóle. Autor wybrał te zarzuty, które padają najczęściej w praktyce, nie tylko w rozmowach, ale i w mass mediach, które zresztą odgrywają podstawową rolę w antyreligijnym froncie; łatwo się bowiem przekonać, że większość argumentów przeciw wierze to typowe klisze medialne, wszędzie jednakowo powtarzane i przez tę powtarzalność banalne. W tej książce nie dotyczy to jednak wszystkich przytoczonych zarzutów: niektóre są całkiem niebanalne i mogłyby być punktem wyjścia do interesującej i owocnej dyskusji.

Czysto praktyczny cel książki sprawia, że poszczególne rozdziały są raczej krótkie; Autor nie zakłada (raczej słusznie…), że „pojedynek” z ateistą (czy może szerzej: kimś nastawionym krytycznie wobec chrześcijaństwa bądź religii w ogóle) będzie trwał godzinami. Aczkolwiek chyba nie tylko o pojedynek tu chodzi. S. Zatwardnicki wychodzi wprawdzie od konkretnego zarzutu i szuka jakichś prostych, łatwo zrozumiałych odpowiedzi nań, ale później już stara si raczej ukazać „ducha”, korzenie danego zagadnienia, jego powiązania z innymi problemami, tło historyczne i teologiczne. Czuje się nawet zmianę nastroju: od polemicznej werwy do zadumy, refleksji. To sprawia, że wzmiankowany podtytuł jest nie całkiem uzasadniony: chodzi nie tylko o „pojedynek z ateistą”, ale i o uchwycenie „ducha”, istoty katolickiej wiary, Kościoła, Objawienia Bożego. Dlatego książka może być pożyteczna również i dla takich czytelników, którym nie trafi się okazja rozmowy z kimś atakującym ich wiarę. Może być pożyteczna w ogóle, bo po prostu pomoże im lepiej ją (wiarę) zrozumieć, co zawsze każdemu się przyda.

Autor posiłkuje się obficie cytatami z dzieł wybitnych myślicieli i wypowiedzi Magisterium Kościoła, stara się też nadać książce atrakcyjną formę, stąd wiele w niej barwnych przykładów i obrazów, ironii i humoru. Ta lekka forma sprawia, że być może
sięgnie po nią też ktoś „z drugiej strony barykady”, o ile szuka rzetelnie prawdy, a nie jest jeszcze ostatecznie i nieuleczalnie zamknięty w gorsecie ideologicznych schematów, uprzedzeń i stereotypów. Mimo bowiem obecnych tu i tam uszczypliwości (bynajmniejnie bezzasadnych) S. Zatwardnicki szanuje przeciwnika i traktuje go poważnie, zakładając jego dobrą wolę, którą istotnie czasem da się odkryć nawet pod grubą warstwą zaślepienia. Wprawdzie można by niekiedy dyskutować, czy wszystkie przytoczone argumenty są rzeczywiście najsilniejsze, ale to już całkiem inna kwestia.

Każdy rozdział kończy się wskazaniem 3 książek rozwijających dany temat, przy czym interesujące, że są to książki na ogół różne pod względem formy, tj. rozważające ten temat w różny sposób, np. naukowy, publicystyczny, podręcznikowy. Innymi słowy: każdy może sobie wybrać, co mu odpowiada.

Podsumowując: otrzymaliśmy książkę interesującą, godną uwagi (zresztą czy Fronda wydawała kiedykolwiek inne?) i użyteczną praktycznie. Miejmy nadzieję, że znajdzie ona życzliwe przyjęcie u czytelników i pomoże im jeśli już nie w pojedynkach z ateistami, to przynajmniej w lepszym zrozumieniu i docenieniu ich katolickiej wiary, która bynajmniej nie
musi się siebie wstydzić i przepraszać, że jeszcze żyje.

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail