fbpx

Recenzje

Autor recenzji: Juliusz Gałkowski

Lista OprawcówZe wspomnień braci Jerzego i Juliusza Braunów, z opowieści innych aresztowanych i torturowanych powstawał w oczach młodego człowieka, jakim byłem, potworny świat, istne inferno. Być może należałoby napisać o książce Tadeusza Płużańskiego porządną – taką akademicką – recenzję. Ale nie jestem w stanie, poruszyła mnie bardzo, dotknęła bardzo osobiście, intymnie niemal. Myślę, ze autor doskonale mnie zrozumie… on także nie patrzy na te wydarzenia wyłącznie poprzez szkiełko uczonego – pisze Juliusz Gałkowski po lekturze książki „Lista oprawców”.

Jerzy Braun ostatni Delegat Rządu na Kraj wciąż jeszcze przebywał w więzieniu, gdy na przerwę w odbywaniu kary wyposzczony został jego młodszy brat – Juliusz. Mimo fatalnego stanu zdrowia, spowodowanego śledztwem i kilkuletnim pobytem w więzieniu, rozpoczął on natychmiast starania o uwolnienie brata. Na skutek zabiegów, starań i błagań udało mu się po kilku miesiącach dostać do osoby, która „wiele mogła” – do samego prokuratora Zarako-Zarakowskiego.

Jestem na tyle stary, że dla mnie to okryte złą sławą nazwisko było w czasie opowiadań dziadka (po którym mam imię) było oczywiste. Tym, którzy nie wiedzą kim był ów prokurator w latach pięćdziesiątych wskazuję „Listę oprawców”, Tadeusza Płużańskiego. Bo tę rodzinną anegdotę – którą za chwilę zakończę – przypomniałem sobie przeglądając ten swoisty słownik biograficzny.

Juliusz Braun trafił do ogromnego, pustego gabinetu, gdzie za równie wielkim biurkiem – ale za to zupełnie pustym – siedział wszechwładny wojskowy oskarżyciel. Była to tak ważna fisza, że na audiencję u niego należało prosić o protekcję ministrów. I tak oto Juliusz przeszedł (dosyć niepewnym krokiem – bo takie gabinety jeszcze niedawno odwiedzał „pod śledztwem”) do samego biurka i poprosił o decyzję na urlop zdrowotny dla swego brata. Stan zdrowia Jerzego był tak straszny, że właściwie mało kto się spodziewał, że przeżyje. Rodzina nie traciła nadziei, ale należało szybko działać… Czy Zarakowski wiedział, że za już za rok będzie odwilż, a on zostanie zwolniony, czy może chciał aby ważny więzień zmarł na wolności, a nie za kratami? Dość, że sprawę skwitował krótkim: „sprawa będzie załatwiona”. A potem nastąpiło coś zupełnie nieoczekiwanego i niezwykłego, prokurator podniósł się z fotela i odprowadził petenta (formalnie wciąż skazanego więźnia) do drzwi. A w drzwiach szybko rzucił: „ale będziecie mi to pamiętali”.

Anegdotę tę chciałem opublikować w „Gazecie Wyborczej”, gdy wyczytałem o jego degradacji. A po informacji o jego śmierci pomodliłem się za jego duszę, ostatecznie mój dziadek zobowiązał się do tego, że rodzina będzie pamiętać.  Ale do czasu publikacji książki Płużańskiego o prokuratorze Zarako-Zarakowskim zbyt często nie myślałem. Krótki biogram – bo książka składa się z samych krótkich biogramów nakazuje mi zastanowić się jak to się stało, że weteran kampanii wrześniowej i walk nad Odrą i Nysą, został gorliwym siepaczem.

Szukam w tej książce też innych biogramów. Juliusz opowiadał, że on nie był ważny, ale Jerzego, przedwojennego działacza antykomunistycznego, twórcy jednej z podziemnych organizacji, przez pewien czas przewodniczącego podziemnego parlamentu i ostatniego delegata na kraj, przesłuchiwali osobiście najważniejsi UB-ecy. Słowo „przesłuchiwali” jest swoistym fałszem. Jerzy po wyjściu z więzienia wspominał, że torturujący go oficerowie krzyczeli: „doceń to taki synu – pułkownicy cię biją”. Braun, subtelny intelektualista i poeta nie miał zwyczaju używać wulgaryzmów, którymi z cała pewnością osypywała go elita MBP. Ale przecież także jeden z owych bijących pułkowników nie był zwykłym lumpem, od jakich roiło się w kazamatach UB. O Jacku Różańskim czytamy w „Liście oprawców”, że skończył prawo na przedwojennym Uniwersytecie Warszawskim, był adwokatem. Skąd zamiana tego człowieka w bestię?

Ze wspomnień braci Jerzego i Juliusza Braunów, z opowieści innych aresztowanych i torturowanych powstawał w oczach młodego człowieka, jakim byłem, potworny świat, istne inferno. Być może należałoby napisać o książce Tadeusza Płużańskiego porządną – taką akademicką – recenzję. Ale nie jestem w stanie, poruszyła mnie bardzo, dotknęła bardzo osobiście, intymnie niemal. Myślę, ze autor doskonale mnie zrozumie… on także nie patrzy na te wydarzenia wyłącznie poprzez szkiełko uczonego.

Źródło: REBELYA

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail