fbpx

Recenzje

Autor: Andrzej B. Pierzchała

Wiele współczesnych ideologicznie zdefiniowanych nurtów kulturowych, artystycznych, ale i społecznych, a nawet politycznych, które mieszczą się z grubsza w tzw. postmodernizmie, traktuje Kościół katolicki w sensie zarówno instytucji, jak i wspólnoty wiary, ale też depozytariusza tradycji jako wroga największego. Wszelkiej maści lewaccy „postępowcy”, ideowi miłośnicy zwierząt i przyrody, feministki i genderowcy, sztuka krytyczna czy też dekonstruktywizm i ideologiczno-obyczajowy liberalizm (może libertynizm?) uznają wszystko, co związane z religią, moralnością, tradycją i Kościołem w sensie najszerszym za wsteczne, wrogie i opresyjne.

I pewnie… słusznie, bowiem nawet na gruncie ich własnych metodologicznych i ideowych (sic!) założeń, używając tylko ewangelicznej roztropności, elementarnej logiki czy wręcz zdrowego rozsądku, większość ich tez w tej materii obalić nietrudno. Nawet jeśli stygmatyzujący, wykluczający, zakazujący i ograniczający wolnościowe wszak prawa „innych” (katolików?) tzw. liberałowie wyglądają groteskowo, to trudno te zmasowane zjawiska lekceważyć. Ale wystarczy sięgnąć do niezawodnego w takich razach i błyskotliwego G. K. Chestertona (np. eseje „Dla sprawy” z 1929 r.!), żeby się przekonać, że nie ma w tym nic… nowego.

Zawsze u wrogów Kościoła na podorędziu będą jeszcze zmitologizowane fakty historyczne (inkwizycja) czy też fałszywe statystki w obiegu medialnym obecne przecież prawie bez przerwy. Chestertonowi wszak, którego Wydawnictwo FRONDA od jakiegoś czasu wydaje w serii „Fides & Ratio” przy wsparciu Ministerstwa Kultury (!), należy się odrębny felieton. Wróćmy zatem do „tu i teraz”. W tzw. szarej codzienności, w której przekaz medialny zajmuje miejsce poczesne, mamy nadto do czynienia zarówno z jednostronną, jak i kompletną banalizacją (że o tabloidyzacji nie wspomnę) istotnych dla wielu problemów z wykorzystaniem tzw. autorytetów. Człowiek z tytułem profesorskim na przemian bredzący i plujący jadem, niestroniący od inwektyw musi (jeszcze?) budzić konsternację i zdziwienie. Moje pytanie brzmi: Jak długo? Sam bowiem wychowany w duchu najwyższego szacunku dla nauki i naukowości znam całe mnóstwo, a nawet przyjaźnię się z wieloma szacownymi uczonymi (!) z tytułami, mam w takich momentach uczucia mieszane. Choć przecież zjawisko „przenoszenia autorytetu” jest i znane, i opisane już dość dawno. Jestem jednak nieomal pewien, że zdrowy rozsądek będzie i tu swoistym filtrem w stopniu wystarczającym zgoła. Trzeba tylko chcieć go użyć.

Źródło: „Aspekty” – dodatek do Tygodnika Katolickiego „Niedziela”

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail