fbpx

Recenzje


Przewodnik, poradnik czy pomocnik?

Sławomir Zatwardnicki napisał, a Fronda wydała „Katolicki pomocnik towarzyski …” i chwała im za to. Choć wielu powie dziś, w dobie bezprecedensowej antykościelnej, a w szczególności antykatolickiej, agresywnej kampanii, że zamiast „pojedynkować się z ateistą” (taki jest podtytuł poprzedzony partykułą „czyli”), w sensie „dyskutować przy piwie”, trzeba raczej sprostać tym swoistym wyzwaniom bardziej zdecydowanie pryncypialnie i poważnie, również medialnie. Ale i tak książkę Zatwardnickiego i przeczytać, i mieć warto. Na wstępie jednak jako językowy purysta muszę wskazać na kilka autorskich błędów, dając wszak wyraz niepewności, jaka towarzyszyła mi na początku tej pouczającej lektury. Choćby po to, żeby już dalej autora… chwalić, tak jak zresztą rosła we mnie akceptacja dla jego solidnej pracy w miarę czytania „Pomocnika”. Dylematu zaś, czy i jak walczyć np. o wartości, godność wierzących, świętość krzyża i Biblii, a nawet społeczne miejsce Kościoła czy dyskutować, „pojedynkować się z ateistą”, nie rozstrzygając kategorycznie.
Jedno drugiemu wszak nie przeszkadza. Toteż swoistą tytułową niezręczność językową w postaci użycia pojęcia „pomocnik”(słownikowo: zawodnik środka pola, roślina wrzosowata lub murarski uczeń) jestem w stanie wybaczyć, choć już co do oceny precyzji semantycznej ateisty (może jednak niewierzącego) byłbym bardziej surowy. Natomiast używane przez autora wielokrotnie „w temacie” jest już błędem frazeologicznym bez wątpienia, który nie powinien się zdarzyć, nawet jeśli w zamyśle autora, choć nie sądzę, publikacja to (nomen omen) popularna. Apologetyczny i metodologiczny wysiłek autora znać bowiem i w systematycznym trzyczęściowym podziale książki (Bóg, Kościół, religia), i w doborze zagadnień w rozdziałach, choć już ich tytuły przyciągają lekkością i dyskursywną urodą, podobnie zresztą jak autorski styl. Nade wszystko zaś imponuje bibliograficzny spis, który na 20 stronach zawiera aż 234 pozycje oraz 37 dokumentów i oczywiście źródło, czyli Pismo Święte w tynieckim (2003 r.) wydaniu. A cytaty m.in. z dokumentów Magisterium Kościoła stanowią mocną stronę książki, nawet jeśli lekkość narracji nieco „obciążają”. Wspomniałem o tym też dlatego, że autor, moim zdaniem, podołał niemożliwemu, wręcz kaskaderskiemu intelektualnie zadaniu, z którym wielu katolickich publicystów (w tym niżej podpisany) zmaga się od dawna. Jak nie tracąc z oczu ortodoksji i istoty wiary, religii i Kościoła, uczynić je przystępnymi, jednocześnie sztucznie nie wygaszając oczywistych emocji i w polemicznym zapale nie trywializując autentycznych i trudnych problemów. Zatwardnicki czyni to z niejaką lekkością, ale i konsekwencją. A w tej konstatacji przemawia przeze mnie również doświadczenie nieomal 10 lat pracy w Komitecie Episkopatu Polski ds. Dialogu z Niewierzącymi. I nawet jeśli to nieco inna kategoria, to „prześwituje” przez nią moja ulubiona i przewrotna, acz warta namysłu teza, że to nie Kościół z demokracją, a demokracja nasza (tu i teraz) nie radzi sobie z Kościołem w sensie najszerszym. Ze względu na szczupłość miejsca zacytuję na koniec widniejącą na okładce zgrabną formułkę, odautorską jak sądzę: „Podobno jest Pan praktykującym katolikiem. To dziwne, przecież sprawia Pan wrażenie człowieka myślącego. Jak można w dzisiejszych czasach wierzyć w nieomylność papieża, w zmartwychwstanie Jezusa. Czy naprawdę uważa Pan, ze antykoncepcja jest grzechem? Jeżeli już chce Pan wierzyć w Boga, to po co Panu Kościół? Przecież to umierająca, zdegenerowana instytucja. Wiele razy musieliście się tłumaczyć ze swojego światopoglądu, czasem brakowało wam już argumentów. Książka ta to zbiór odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Miejcie ją zawsze pod ręką”. I ja polecam ją z przyjemnością.

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail