fbpx

Recenzje

Wydanie przez Frondę zbioru tekstów Chestertona, w wersji polskiej zatytułowanego „Dla sprawy”, to strzał w dziesiątkę. Gdy pojawia się temat wyniesienia wielkiego dosłownie i przenośni Anglika na ołtarze, ta książeczka powinna rozwiać wszelkie wątpliwości.

Chyba nikt, tak jak Chesterton, nie umie tłumaczyć wiary katolickiej. Spraw, nad którymi niektórzy głowią się całe życie, ubrać w słowa proste i tak oczywiste, że czytelnik czyta je, jak swoją własną myśl. I nie wie tylko, czemu wcześniej nie przyszła mu ona do głowy.

Bloger powinien zajmować się raczej krytyczną oceną rzeczywistości, niż pisać laurki. Dlatego trudno mi napisać dłuższą recenzję zbioru Chestertonowskich polemik, który przyjmuję prawie bezkrytycznie. Napiszę więc o tym, co uderza najmocniej. Pisarz polemizuje z tekstami autorów, których nazwiska właściwie nic mi i zapewne większości czytelników dziś nie mówią, choć na pewno w swoim czasie uchodziły za równie mocne pióra i umysły. Ba, sam Chesterton traktuje ich przecież z szacunkiem, czasem nawet z sympatią, choć ta często przeradza się w pobłażliwość. W tym jednym może zresztą drażnić. Czasem jednak, nie zmieniając dobrotliwego tonu, potrafi uderzyć tak celnie, że czuję się, jakbym znów czytał którąś z gawęd Józefa Szwejka, którego przygody nie tak dawno sobie odświeżyłem.

Polemiści wiec zapomniani, lub po prostu w Polsce AD 2013 nieznani, a jednak teksty mogłyby powstać w tym roku, a nie ponad 80 lat temu. „The Thing”, jak w oryginale zatytułowany był wybór artykułów, ukazało się w 1929 roku, a wszelkie argumenty i głosy krytyki, czy to wobec religii, czy też instytucji rodziny właściwie brzmią ciągle tak samo. Polemiki z tekstami angielskich modernistów czy protestantów, mogłyby być równie dobrze odpowiedziami na artykuły dzisiejszych publicystów, czy to „Newsweeka”, czy to „Gazety Wyborczej”, czy jakiegoś niszowego kwartalnika wojujących antyklerykałów. Niewiele się bowiem w ich argumentacji zmieniło. Tym bardziej nie mogły zmienić się kontrargumenty. Te bowiem, w odróżnieniu od chwilowych mód, są bowiem trwałe.

Zbiór zamyka wspaniały tekst o Bożym Narodzeniu, który warto będzie przypomnieć sobie właśnie w okolicach Świąt, co postaram się wówczas uczynić. Czasem znajdziemy też teksty o pewnym potencjale satyrycznym – gdy Chesterton rozprawia się ze szczególnie absurdalnymi ideami czy pomysłami, lub też wyjątkowo rażącą niewiedzą przywoływanych autorów. Całość zaś pomaga przypomnieć sobie o sprawach oczywistych i tak podstawowych, że znikają nam z oczu. Napisać, ze warto, to trochę za mało. „Dla sprawy” po prostu trzeba przeczytać.

PS. Niestety kilka razy musiałem wytknąć Frondzie niechlujną korektę i redakcję wydanych książek. Tym razem na szczęście udało się uniknąć psujących radość czytania literówek. Warto też docenić, że tłumaczka – za co chwała – opatrzyła bowiem rzecz przypisami, w których przybliża nam osoby, do których tekstów odnosi się autor, lub które przywołuje w artykułach.

Źródło: NIEPOPRAWNI.PL

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail