fbpx

Recenzje

Autor: Sławomir Grabowski

Droga do wolności

W napisanej 19 lat później „Dla sprawy” większy nacisk kładzie Chesterton na katolicyzm i własną na niego konwersję z protestantyzmu. Zastanawiając się, czy humanizm jest nowożytną religią, stwierdza on, że jest on raczej jałowy („to sadzawka, a nie źródło”); zresztą, był traktowany jako moda i jako moda przeminął. Obecnie nikt w gloryfikowanie człowieka i w metafizyczną ideę równości nie wierzy, „pędzi się nas jak bydło drogami dziedziczności i plemiennego przeznaczenia”.

Fascynujące jest, jak Chesterton odkrywa największą możliwą przestrzeń wolności w religii katolickiej. Chesterton zauważa, że to katolicy mają najbardziej zróżnicowane poglądy na życie i świat (a także na ekonomię czy politykę), a jednoczą się tylko w sprawie religii. Widzi wspólnoty protestanckie jako zuniformizowane i pozbawione buntowników (każdy musi być tam zwolennikiem prohibicji). Podobnie ujednoliceni są grupy liberalnych nonkonformistów o obowiązkowym garniturze idei: „Wolnomyśliciele też czasem myślą, lecz wolno im to idzie”. Kto wie, czy nie więcej wolności istniało w średniowiecznych „Stanach Zjednoczonych Europy” będących projektem wielu państw/rządów, ale jednej religii niż w kreowanym obecnie superpaństwie, usilnie chcącego odciąć się od chrześcijańskich korzeni.

Chesterton zastanawia się, dlaczego niepodążanie Kościoła za modami jest traktowane jako „nienadążanie za rzeczywistością”. Takie historyczne mody to militaryzm albo pacyfizm i dobrze, że przynajmniej jedna instytucja jest na nie odporna. Natomiast współczesne mody to kult wybujałego indywidualizmu, sukcesu, bogactwa (dawne ideały rycerza, męczennika czy przynajmniej rzemieślnika zastąpił ideał biznesmena albo bankiera, którym średniowiecze pogardzało i nazywało lichwiarzem). Często bywa, że Kościół wyprzedza epokę – przykładem jezuici, którzy dopuszczali, by dziewczyna wzięła ślub bez zgody rodziców – co było, jak na dawne czasy, skandalem.

W przeciwieństwie do dzisiejszego kultu indywidualizmu i egoizmu, będącego pochodną grzechu pychy, dawny ideał pokory mógł być realizowany przez wielu, podczas gdy dzisiejszy sukces (np. finansowy) siłą rzeczy może być zrealizowany przez nielicznych. Równolegle jednak fatalistycznie zaprzecza się istnieniu wolnej woli i głosi determinizm biologiczny i społeczny, który bardzo nas zniewala i przymusza do przybierania „przestarzałych” tożsamości – musimy być np. kobietą, rodzicem, małżonkiem, chorym czy starym i istnieć w dziesiątkach „zniewalających” relacji. A to tradycyjna rodzina i dom oferują największą przestrzeń wolności – to świat poza nim jest światem rutyny i organizacji. Lewicowe ustawodawstwo zmierza do odbudowania społeczeństwa niewolniczego.

To, co dobre w dzisiejszym świecie, nawet owe równościowe ideały, są zaczerpnięte z chrześcijaństwa, a świat żyje na katolicki kredyt. Wszelkie innowacje polegają na zaczerpnięciu z niego jakiejś idei i zafiksowaniu się na jej punkcie, z pominięciem innych aspektów – tak marksizm, jak kapitalizm czy nawet psychoanaliza. Idee takie są jak kawałki z rozbitego witraża, które ludzie, oślepieni ich blaskiem, bioą za jedyną prawdę. Chesterton jest zresztą bardziej katolikiem niż ideowym konserwatystą – konserwatyzm może oznaczać uporczywe trwanie przy wczorajszym błędzie, dlatego czasem należy mieć odwagę zacząć od początku. Inaczej, zamiast rodziny, prawa własności i posiadania własnego domu czeka nas „zbiorowość ula” i majstrowanie eugeników nad kształtem nowego człowieka. Bez obaw, większość nie będzie miała na jego kształt żadnego wpływu i za kilkaset lat możemy znaleźć się w świecie wellsowskich Elojów i Morloków.

Źródło: WNAS.PL

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail