fbpx

Recenzje

Recenzja Katolickiego Pomocnika Towarzyskiego na łamach portalu wiadomości24.pl

Tytuł „Katolicki pomocnik towarzyski” może by mnie i odstraszył. Ale książka, na którą się natknęłam, to „Katolicki pomocnik towarzyski, czyli jak pojedynkować się z ateistą”. Pojedynek – to już brzmiało lepiej. Zajrzałam.
Na pierwszy rzut oka jest to poradnik, jak odpowiadać na najczęściej pojawiające się wątpliwości dotyczące wiary katolickiej oraz na zarzuty wobec Kościoła (albo wobec samego Chrystusa). Wątpliwości są rzeczą ludzką, więc dlaczego nie.

Treść podzielono na 4 główne działy: „Bóg”, „Kościół”, „Religia”, „Bonus. Jak zostać ateistą?” W ich obrębie znajdują się rozdziały poświęcone konkretnym zagadnieniom. Tytuły rozdziałów to niekiedy cytaty żywcem wzięte z czasopism i forów. Są tu „Dowody na istnienie Boga”, „Inkwizycja”, „Kościół zagląda pod kołdrę” (a jakże), „Wierzący niepraktykujący”, „Kościół miesza się do polityki”. Oczywiście nie zabrakło odniesienia do „Boga urojonego” Dawkinsa. Autor odważnie mierzy się z argumentami, jakich często używają – nie tylko tytułowi ateiści, ale sami katolicy w odniesieniu do wartości życia ludzkiego i miłości. Są to np. „prawo do wyboru”, „prawo do szczęścia”, „prawo do dziecka”. W tej książce pada dużo pytań i pytania są ważne, a czasem fundamentalne. Za to odpowiedzi, czyli poszczególne rozdziały, są krótkie. Na końcu każdego figuruje nie „indeks rzeczy”, tylko spis tagów. Już wiadomo, kto jest adresatem książki. Na pewno bardzo współczesny ateista i współczesny katolik. Słowem, także internauta. Ta skrótowość może też być oczywiście odbierana jako wada książki. Jeśli ktoś chce poznać problemy głębiej, musi zajrzeć do konkretnych opracowań, do których odsyła autor.

Język przekazu jest prosty, nieprzeładowany „eklezjastyką”, „homiletyką” i „apostazją”, chociaż często cytowane są dokumenty i Pismo Święte. Określiłabym go jako słodko-gorzki. Autor często w żartobliwy sposób odpiera argumenty ateistów, ale i nie szczędzi złośliwości katolikom.

Przykład: „W opinii niektórych wiara jest „ślepym skokiem” w nieznane, bez żadnego zabezpieczenia i bez gwarancji szczęśliwego wylądowania. Pal sześć, jeśli takie poglądy wypowiadają niezorientowani, gorzej, że niektórzy chrześcijanie zdają się przeciwstawiać wiarę rozumowi. Ten czy ów formułuje nawet regułę, że im mniej racjonalności w wierze, tym lepiej”. Po tego typu stwierdzeniach autor szybko wraca do tonu poważnego. Do tonu, w jakim wypada mówić o rzeczach śmiertelnie ważnych: jak życie i śmierć.

Dla kogo jest książka? Wbrew pozorom, jakie daje tytuł, nie ma jasnego przesłania. Nie ma tu nudnego wstępu ani wskazówek użycia, z życzliwą radą „powodzenia w nawracaniu”. Autor dochodzi do wniosku, że równie trudno być wątpiącym katolikiem, jak myślącym ateistą. Jeden może nie być pewny istnienia Boga, a drugi „nie może być pewien nieistnienia Boga”. Trudne? Uff. No to już lepiej przeczytać książkę osobiście. Dobra wiadomość i dla ateistów, i dla katolików jest taka, że nie trzeba jej czytać od deski do deski. Można iść według tagów. Wszystko zależy, o co toczy się akurat pojedynek.

Zostań członkiem Klubu Wydawnictwa Fronda:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie mojego adresu e-mail zgodnie z regulaminem.

email marketing powered by FreshMail